newsletter reklama projekty domów forum
niedziela 24 marca 2019
02.09.2013r...

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

O domu, który jest i nie jest parterowy, o kryteriach które wyznaczają funkcjonalność budynku mieszkalnego, o tym czy budować schody oraz o tym, że droższe nie zawsze jest droższe, z architektem Jarosławem Kołodziejczykiem rozmawia Marek Żelech
Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Dla kogo zaprojektował Pan ten dom?

Inwestor to mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat. Człowiek o szerokich horyzontach, dużo podróżujący po świecie. Sporo w życiu widział i podejmując decyzję o budowie domu doskonale wiedział, czego chce oraz jaki ów dom powinien być. Oczekiwał jednak od architekta twórczego podejścia, a także rozwinięcia swoich ogólnych koncepcji. Naszą współprace rozpoczęliśmy od stworzenia klasycznego programu funkcjonalnego przyszłego budynku. Określa się w nim rodzaje pomieszczeń, które muszą pojawić się w projekcie. Najważniejsze założenie brzmiało: większość funkcji budynku ma mieścić się na jednej kondygnacji.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Ale przecież budynek nie jest parterowy.

Inwestor ma już dorosłe dzieci, a zatem wydawać by się mogło, że moje zadanie będzie polegało na zaprojektowaniu kameralnego domu dla dwojga ludzi. Nic bardziej błędnego! Jednym z ważnych czynników, które musiałem wziąć pod uwagę, było intensywne życie towarzyskie prowadzone przez domowników. Należało uwzględnić chociażby możliwość przenocowania gości. I tak pojawiło się niewielkie, ale bardzo ważne pierwsze piętro. To taki rodzaj wybiegu oraz pewnej manipulacji przestrzenią. Formalnie dom ma dwie kondygnacje, ale właściwie można o nim myśleć jako o domu parterowym.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Bardzo ważną cechą każdego budynku jest jego lokalizacja. Kiedy ogląda się zdjęcia domu, o którym rozmawiamy, można odnieść wrażenie, iż jest on położony gdzieś daleko poza miastem. Tymczasem budynek wzniesiono w Częstochowie w dzielnicy Grabówka.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Zaryzykowałbym twierdzenie, że lokalizacja jest znaczącą wartością każdej inwestycji. I nie chodzi mi o to, aby umniejszać swoją własną rolę, ale... Powiedzmy sobie szczerze, dom można zaprojektować lepiej lub gorzej. Natomiast trudno jest, bez wielkich nakładów finansowych, zmienić charakter otoczenia. Atrakcyjne położenie ma ponadto charakter inspirujący. Tak było również w tym przypadku. Wyobraźmy sobie: wzgórze, wspaniały krajobraz... Z jednej strony widoczny jest tak zwany częstochowski Manhattan, czyli część północna miasta, która wieczorem migocze tysiącami świetlnych punktów... Niezwykły widok! Z drugiej strony rozciągają się natomiast gęste lasy. Widoki bywają tu przepiękne i zapierające dech w piersiach: tęcza nad miastem, błyskawice, stoki okolicznych wzgórz... Mówiąc szczerze, chociaż pochodzę z Częstochowy, to dopóki nie trafiłem na teren przyszłej inwestycji, nie sądziłem, że w naszym mieście istnieje tak piękne miejsce. Wracając do znaczenia, jakie ma lokalizacja... Zanim opowiem nieco więcej na ten temat, muszę koniecznie wspomnieć o inwestorze. Człowiek ten przez dłuższy czas szukał odpowiedniej działki. Chciał aby jego nowy dom, jak sam mówił, dom docelowy, którego nie będzie już zmieniał, znalazł się w granicach miasta. Najlepiej w obrębie dzielnicy, w której mieszkał już wcześniej i którą dobrze zna. Zależało mu jednak, aby nowe miejsce miało swój niepowtarzalny klimat. Można powiedzieć, że już na początku poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Grabówka jest bowiem dzielnicą mocno zurbanizowaną. Nie, nie! Właściwie z urbanistyką ma to niewiele wspólnego... Powiedzmy, że jest to dzielnica gęsto zabudowana. Dominuje architektura z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Całość jest raczej mało spójna architektonicznie... Słowem norma! Takie osiedla domów jednorodzinnych można znaleźć niemal w każdym mieście i miasteczku. W tym morzu domów oraz domków znajdowała się jednak niezabudowana wyspa – miejsce, w którym jeszcze całkiem niedawno siano zboże. Teren ten, położony na wzgórzu, jak na warunki miejskie był dosyć duży, około trzech i pół tysiąca metrów kwadratowych. Inwestor przez pięć lat starał się o wykupienie upatrzonego kawałka ziemi. Władze miasta miały bowiem początkowo inne plany. Chciano sprzedać ten teren jakiemuś prywatnemu przedsiębiorcy z przeznaczeniem na kopalnię żwiru. W końcu jednak udało się inwestorowi ową działkę nabyć.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

I wówczas pojawił się Pan?

W momencie, kiedy udało się zakupić teren, o którym mówię, inwestor zrobił rozeznanie wśród wielu architektów w Polsce. Interesowały go ogólne koncepcje zagospodarowania żwirowego wzgórza w dzielnicy Grabówka. Ja znalazłem się, w tym szacownym gronie, w sposób dosyć przypadkowy. Po prostu inwestor mieszkał w pobliżu budynku jednorodzinnego, który zaprojektowałem, a który w 2009 roku został uhonorowany nagrodą PRIMULUSA. Najwyraźniej mój sposób myślenia o przestrzeni spodobał się i... Można powiedzieć, że wygrałem niewielki, prywatny konkurs zorganizowany przez właściciela działki budowlanej. Nie ma co ukrywać, sprawiło mi to naprawdę sporą satysfakcję, gdyż konkurowałem z naprawdę znanymi nazwiskami. Był koniec 2009 lub początek 2010 roku. Aby poważnie myśleć o projektowaniu, należało mieć warunki zabudowy. Dla terenu, o którym mówię nie było miejscowego planu zagospodarowania. Należało również załatwić kilka innych formalności. W pewnym momencie okazało się na przykład, że kiedyś tam, zaplanowano, iż przez część terenu działki będzie przebiegała droga. Przez lata koncepcje kilkakrotnie się zmieniały, ale gdzieś w papierach owa droga była i... Trzeba było sprawę odkręcić.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

A jak przebiegała współpraca, kiedy ogólna koncepcja architektoniczna zaczęła przeradzać się w konkret?

Powiem szczerze, że inwestor nieco zaskoczył mnie tym, że już po pierwszym naszym spotkaniu dosyć dobrze wiedziałem, czego ode mnie oczekuje. To nie była rozmowa w stylu – proszę mi coś narysować, a ja panu powiem, czy mi się to podoba, czy też nie. Inwestor zaczął od tego, że bardzo dużo mi o tym nieistniejącym jeszcze domu opowiedział! A na koniec usłyszałem: Teraz pana kolej. Wierzę w pańskie umiejętności. Jest pan profesjonalistą. Proszę działać. Czekam na rozrysowaną wstępną koncepcję. Wtedy będziemy rozmawiać dalej. Taka koncepcja na papierze oczywiście powstała. I muszę powiedzieć, że dziewięćdziesiąt pięć procent tego, co zaproponowałem przeszło! Zmiany dotyczyły tylko klatki schodowej oraz ustawienia i wielkości kuchni. W tym drugim przypadku stanowczej ingerencji dokonała pani domu. Mówiąc krótko, dosyć szybko doszliśmy z inwestorem do porozumienia. Mam wrażenie, że otwartość na pomysły innych, a jednocześnie jasne precyzowanie swoich potrzeb oraz oczekiwań to cechy ludzi, którzy chcą budować w sposób współczesny. Specjalnie nie mówię nowoczesny, ale właśnie współczesny. To dzięki naszym długim rozmowom i wymianie myśli powstała chociażby koncepcja wtopienia budynku w przyrodę oraz otaczający go krajobraz. Samo miejsce narzucało zresztą taki właśnie sposób myślenia. Chodziło o to, aby nie zepsuć piękna, które zastaliśmy. Było jasne, że budynek powinien nieco rozpłynąć się w otoczeniu. Dlatego też musiał być niski. Z tego samego powodu, uznaliśmy, że elementy otoczenia powinny niejako przenikać w jego bryłę. Stąd kamienie i roślinność na dachu, a także samoczyszczący się staw kąpielowy, który niemal dotyka niektórych ścian oraz przeszkleń.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Proszę opowiedzieć o materiałach użytych do wzniesienia domu na jednym z częstochowskich wzgórz.

Budynek jest konstrukcją żelbetową. Miejscami pojawiają się wprawdzie wypełnienia z ceramiki, a konkretnie z pustaków poryzowanych, ale osiemdziesiąt procent to wspomniany już wcześniej żelbet. W zależności od miejsca konstrukcji do ocieplenia domu zastosowane były: wełna mineralna, poliuretan oraz styropian. Wspominam o tym dlatego, gdyż parametry ścian w budynku związane z termoizolacyjnością, są bardzo wyśrubowane. Dużym wyzwaniem były dachy. Niemal każdy z oglądających zdjęcia domu na wzgórzu, ma wrażenie, że konstrukcja budynku jakby wyrasta ze skarpy, na której konstrukcja powstała. Aby osiągnąć taki efekt, trzeba było zastosować znaną, ale ciągle jeszcze niezbyt popularną w budownictwie jednorodzinnym technologię dachu odwróconego. Do przykrycia pierwszej kondygnacji zastosowane zostały wanny żelbetowe i dzięki temu można było wykonać tak zwane dachy zielone. Trzeba było zadbać o nawadnianie roślinności, utrzymanie wilgoci oraz odprowadzenie jej nadmiaru. Przy realizacji tej części projektu pomagały pracownie projektowania zieleni z Warszawy oraz Dusseldorfu. Natomiast w przypadku, stosunkowo niewielkiej, drugiej kondygnacji zastosowany został już zwyczajny dach płaski. Budynek nie ma klasycznych odwodnień zewnętrznych. Zdecydowałem się wykorzystać system podciśnieniowego odwadniania dachów Pluvia firmy Geberit, który został ukryty w konstrukcji budynku. Jeśli chodzi o inne ciekawostki... Pojawiły się kolektory słoneczne, gruntowy wymiennik ciepła, a także centrala wentylacyjna, której wielkość, komuś niedoświadczonemu, mogłaby sugerować przeznaczenie przemysłowe. Dom jest ogrzewany kotłem gazowym. I tu niespodzianka. Pomimo że budynek jest naprawdę spory [liczy około siedmiuset m2 – przyp. red.], to sumy przeznaczone na jego ogrzewanie wcale nie są szokujące.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

A wydawać by się mogło, że tak przeszklony dom powinien być skarbonką bez dna.

Kiedy jednak zdradzę, że wszystkie ściany mają współczynnik przenikania ciepła na poziomie 0,1, a zestawy okienne na poziomie 0,7, to staje się jasne, iż budynek jest niezwykle oszczędny. Pewnym minusem projektu, jeżeli patrzeć wyłącznie przez pryzmat energooszczędności, jest rozbudowana bryła domu. Jednak o takim, a nie innym jej kształcie zadecydowały zupełnie inne czynniki. Budynek, jego funkcje i podział... wszystko to jest kształtowane w taki sposób, aby nadać pomieszczeniom intymność, a jednocześnie umieścić je w określonych osiach widokowych. Ale był jeszcze jeden czynnik decydujący o ostatecznym kształcie domu. Jak już wspomniałem budynek jest położony na wzgórzu. To doskonałe miejsce pod względem czystości powietrza. Praktycznie przez cały czas występuje tam przewietrzanie. Obserwowałem to na etapie realizacji. Nawet wówczas, gdy w innych częściach miasta powietrze było nieruchome i kojarzyło się raczej z gęstą, nieprzyjemną zawiesiną, to w miejscu, o którym rozmawiamy, przez cały czas odczuwało się delikatny powiew od strony lasu. W czasie letnich miesięcy jest to oczywiście ogromna zaleta, ale podczas chłodniejszych pór roku, porywisty, zimny wiatr może być bardzo uciążliwy. Proszę sobie wyobrazić, że podczas zimy zdarzają się takie okresy, iż dom przypomina statek na morzu. Byłem zafascynowany jego widokiem, tuż po opadach marznącej mżawki. Woda zamarzła na szybach. Stało się tak dlatego, iż są one bardzo ciepłe i przepuszczają bardzo niewiele energii z wnętrza domu. Natomiast na elementach takich jak anteny, czy piorunochrony, pod wpływem wiejącego wiatru, sople usytuowane były niemal poziomo. Tam na szczycie wzgórza jest naprawdę inaczej niż kilkanaście metrów niżej. Aby ochronić domowników przed oddziaływaniem wiatru, należało zaprojektować patio. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że wewnętrzny dziedziniec jest jedną z niezwykle ważnych części domu. Aby mógł powstać, należało dobrze przemyśleć rozmieszczenie pomieszczeń na parterze. A zatem jednym z czynników kształtowania bryły budynku były specyficzne warunki atmosferyczne panujące w miejscu inwestycji oraz potrzeba stworzenia zacisznego dziedzińca.

Parter domu ma nie tylko dużą powierzchnię. Patrząc na rzut budynku ma się chwilami wrażenie, jakby dom rozpełzał się we wszystkie strony.

To prawda. Z jednej strony było to podyktowane, wspomnianą już przeze mnie, koniecznością stworzenia patio, z drugiej, chęcią uzyskania intymności niektórych pomieszczeń. Takich, jak chociażby sypialnia czy łazienki. A zatem intymność, ale jednocześnie duże przeszklenia. Pozornie rzeczy, których nie da się pogodzić... Pozornie, bo jednak da się! Trzeba było po prostu niektóre elementy budynku wysunąć. Po zharmonizowaniu bryły domu, okazało się, że sypialnia, łazienki i pomieszczenia gościnne mogą z powodzeniem funkcjonować bez konieczności stosowania zasłon, żaluzji... Przez okna widać jedynie czubki dachów domów leżących poniżej. Niektóre części krajobrazu zostały natomiast przesłonięte wysoką roślinnością, sprowadzoną przez inwestora. Od dłuższego czasu istnieje bowiem możliwość przesadzania nawet dużych, wieloletnich drzew.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Podkreśla Pan, że budynek jest w zasadzie parterowy...

W zasadzie tak... (śmiech) Wspominałem już o niewielkiej drugiej kondygnacji, ale ma ona naprawdę tylko rolę pomocniczą i gdyby nawet nie istniała, to parter byłby w pełni funkcjonalnym domem. To że dom jest niski miało znaczenie przy jego wkomponowywaniu w otoczenie, ale było też ważne z punktu widzenia codziennego użytkowania. Kiedy człowiek jest młody, wydaje mu się, że schody nie są żadnym problemem. I rzeczywiście do pewnego czasu nie są. Z upływem lat wielu ludzi zmienia jednak zdanie. Sądzę, że dom bez schodów jest bardziej przyjazny dla mieszkańców. Jeżeli działka jest na tyle duża, że nie wymusza na projektancie oraz inwestorze ograniczania obrysu budynku, to warto zdecydować się na dom parterowy, a co za tym idzie umieszczenie wszystkich jego funkcji na jednym poziomie. Codzienne, wielokrotne pokonywanie nawet kilku stopni może stać się z czasem naprawdę uciążliwe, a nawet drażniące. Dobrze jest zatem przemyśleć istnienie nawet niewysokich schodków, które pełnią bardzo często rolę ozdobną, a nie funkcjonalną. W założeniu mają wzbogacić wnętrze, ale zaręczam, że można to zrobić w inny, równie atrakcyjny sposób.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Piętro pełni zatem wyłącznie funkcję gościnną?

Owszem. Znajdują się tam dwie sypialnie z łazienkami, dużymi tarasami i co najważniejsze z cudownymi widokami. Dużą zaletą tych pomieszczeń jest to, że mogą one funkcjonować niejako niezależnie od pozostałej, głównej części domu. Są natomiast skomunikowane z częścią basenową, SPA oraz ogrodem zimowym, dzięki niezależnej klatce schodowej.

Dom ma jeszcze kondygnację podziemną...

Tak, ale pełni ona w całości funkcję techniczną. W piwnicy znajdują się bowiem: wentylatorownia, filtry do basenu, kotłownia... Słowem pomieszczenia, które odwiedza się, tak naprawdę, kilka razy w roku - czasami aby coś wyregulować, a czasami towarzysząc serwisantowi jednego z urządzeń.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Wybierzmy się na wirtualny spacer po domu na wzgórzu.

Z programu funkcjonalnego budynku wynikało, że wejście do domu powinno znajdować się blisko wjazdu do garażu. Mówiąc szczerze nie przepadam za takim układem, ale jego zrealizowanie nie sprawiło większych kłopotów. Główne wejście to spore, dobrze zaakcentowane drzwi znajdujące się w tym samym podcieniu co brama garażowa. Projektując dom założyłem jego osiowość. Proszę zauważyć, że kiedy wchodzimy do budynku, przed naszymi oczami pojawia się jadalnia. Ale nie tylko! Dzięki bardzo dużym przeszkleniom widać również patio, a dalej pomieszczenie z basenem i zielone otoczenie domu. Wrażenie jest naprawdę niezwykłe. Tego rodzaju widokowe osiowanie budynku naprawdę dobrze się sprawdziło. W holu po prawej stronie, zaraz przy wejściu, znajdują się drzwi do garderoby. Kierując się na lewo, wchodzimy do salonu. Natomiast przejście na prawo zaprowadzi nas do części kuchennej. Salon, jadalnia oraz kuchnia są połączone. To nie jest układ całkowicie otwarty, ale z całą pewnością pomieszczenia te tworzą jedną przestrzeń. W razie potrzeby można je od siebie odizolować przesuwnymi, szklanymi drzwiami. Podczas wizyty u inwestora zaobserwowałem jednak, że na co dzień są one pootwierane. W zupełności wystarczają wydzielenia stałe w postaci ścian. W czasie letnich miesięcy życie domu toczy się, tak naprawdę, w patio. Jest ono dosyć duże i w części przesłonięte szklanym daszkiem. Bryła domu jest zaplanowana w taki sposób, że mniej więcej od czasu kiedy domownicy przychodzą z pracy, słońce nie oświetla bezpośrednio dziedzińca. Za kuchnią zlokalizowane są: łazienka, sypialnia z garderobą oraz gabinet. W tej części znajduje się również wejście do klatki schodowej prowadzącej na piętro. Można przejść z niej również do pomieszczenia z basenem, sauny i ogrodu zimowego. Schodami można także dotrzeć do piwnicy. Proszę zauważyć, że układ domu jest bardzo prosty. To nie jest skomplikowany labirynt, tylko bardzo przejrzysta, logiczna struktura. Pomimo dużej liczby pomieszczeń o różnym przeznaczeniu, raczej nie można się w tym domu zgubić.
--
REKLAMA:
--

Patio dosyć płynnie łączy się ze stawem kąpielowym.

Zbiornik wodny pojawił się z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, aby nieco zmiękczyć surowy charakter żwirowego wzgórza. Po drugie, chodziło o to żeby otoczyć pomieszczenie basenowe elementem wodnym. To daje naprawdę niezły efekt. Jest jeszcze trzeci powód. Nazwałbym go... wypoczynkowym. Przebywając na dziedzińcu można po prostu podejść do brzegu stawu, usiąść, zanurzyć nogi w chłodnej wodzie i odpoczywać. A wszystko to bez ruszania się z domu. Wiele osób marzy o podobnym rozwiązaniu. Tuż za basenem od strony zachodniej znajduje się taras sąsiadujący ze stawem. Jest on nieco schowany oraz mniej dostępny niż patio. To wspaniała enklawa ciszy, która dzięki bliskości ogrodu zimowego i części basenowej sprzyja odpoczynkowi.

Czy domy z taką ilością przeszkleń są bezpieczne. Wydaje się, że dla złodziei to prawdziwa gratka.

Mówiąc szczerze, to już samo zbicie szyby tego rodzaju, jakie zastosowano w omawianym domu, byłoby sporym wyczynem. A poza tym... współczesna technika raczej nie sprzyja amatorom cudzej własności. Dzięki elektronice dom można naprawdę doskonale zabezpieczyć.

A jakie kryteria decydują o funkcjonalności domu?

Uważam, że dom powinien być jak maszyna. Do projektowania należy podchodzić z chłodnym umysłem. Budynek musi dobrze działać, spełniać określone funkcje oraz oczekiwania inwestorów. Nie może tylko dobrze wyglądać. Taka architektura na pokaz bardzo szybko może stać się prawdziwą udręką dla ludzi, którzy zmuszeni będą w niej zamieszkać. Po miesiącu, najpóźniej po dwóch, inwestor zapomni o bajecznym wyglądzie budynku, ale o utrudnieniach i rozmaitych wiążących się z nimi kłopotach, będzie pamiętał nieustannie. One po prostu nie dadzą o sobie zapomnieć.

Kiedy powstał już projekt bryły budynku, przyszedł czas na plany związane z wystrojem zewnętrznym...

Tak. I pojawiło się pewne ograniczenie. Z uwagi na wspomniane już, niełatwe warunki atmosferyczne, trzeba było zrezygnować z drewna w wystroju elewacji.

Ale przecież jest...

To co widać na zdjęciach i co tak skutecznie drewno udaje, to laminaty. Prawdziwe drewno nie wytrzymałoby długo nawet gdyby było doskonale zabezpieczone. Zacinające deszcze i wspomagające ich siłę wiatry, a także niczym nie przesłaniane promienie słońca bardzo szybko dokonałyby poważnych zniszczeń. Proszę mi wierzyć zdarzają się dni, że chwilami deszcz pada tam niemal poziomo. Największym wyzwaniem było zastosowanie oraz połączenie niektórych materiałów. Trójszybowe, ciężkie okna o wadze trzystu, czterystu kilo... trzeba było trochę pogłówkować, aby połączyć je w sposób delikatny z bryłą budynku. Chciałem uniknąć rozmaitych opasek okiennych... Okna miały łączyć się delikatnie z jasną elewacją wykonaną z piaskowca.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

A zatem ściana domu jest trójwarstwowa: żelbet, ocieplenie, okładzina kamienna?

Do tego dochodziły jeszcze warstwy paro- i wiatroizolacji. Na etapie realizacji pojawiały się większe i mniejsze problemy oraz wyzwania techniczne, ale tak musiało być, gdyż budynek składał się z rozwiązań niestandardowych. Właściwie do każdej jego części należało podchodzić w sposób twórczy. Burza mózgów była właściwie codziennością. Dom wyposażony jest w żaluzje przeciwsłoneczne. Przy silnych wiatrach byłyby one jednak narażone na intensywne szarpanie, a co za tym idzie na częste uszkodzenia. Dlatego też żaluzje te zostały wyposażone w czujniki wiatrowe. W przypadku silnych podmuchów są one automatycznie zwijane. Dom poza tym, że ma interesującą bryłę, ma również jeszcze jedną ciekawą cechę. Jest domem inteligentnym, w którym ułożono kilometry kabli. Elektronika obserwuje w nim dosłownie wszystko. O systemach zabezpieczeń z oczywistych względów nie będę wspominał, ale warto powiedzieć o takich elementach jak: sterowanie oświetleniem, wyposażeniem kuchni, poborem wody.

Czy rozmowy z klientami zawsze przebiegają tak bezproblemowo, jak w opisywanym przez Pana przypadku?

Staram się, aby projektowanie budynków mieszkalnych nie stało się dla mnie produkcją masową. Wielu architektów tworzy dom, rozrysowuje go, sprzedaje inwestorowi i... zapomina. Pojawia się następny projekt, następny, następny... Ja tak nie potrafię. Staram się śledzić stworzony przez siebie projekt. Staram się również uczestniczyć w jego realizacji. Jest to z korzyścią zarówno dla inwestora, jak i dla mnie. Co z tego wszystkiego wynika? Przede wszystkim to, że nie gonię w chorobliwy sposób za kolejnymi zleceniami. Mam czas na przemyślenia i spokojne rodzenie się rozmaitych pomysłów. Ale jest jeszcze jedna ważna sprawa. To, że nie gonię za kolejnymi zleceniami, powoduje iż inwestor, który do mnie przychodzi nie jest człowiekiem przypadkowym! On dokonuje świadomego, przemyślanego wyboru i przeważnie jest doskonale zorientowany, jak wyglądały moje wcześniejsze projekty. A co ważniejsze doskonale wie czego oczekuje. Dlatego też moje rozmowy z inwestorami nie należą do trudnych lub szczególnie zagmatwanych.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

A jak pan postrzega polski krajobraz architektoniczny?

O kształcie polskiej architektury oraz ładu przestrzennego zadecydowała niestety historia. Zniszczenia wojenne nadszarpnęły pewną historyczną jednolitość, a później pojawiły się jeszcze różne dziwne obostrzenia oraz przepisy poprzedniego ustroju. Tak narodziła się nasza architektoniczna rzeczywistość. Budynki, które powstają obecnie w Polsce są różne. Jedne gorsze, inne lepsze, ale... Moim zdaniem najgorszy jest brak ładu urbanistycznego. Tak naprawdę to on decyduje o tym, jak postrzegana jest architektura. Jego brak potrafi zaprzepaścić wysiłki wielu ludzi. Kiedy przejeżdża się przez polskie wioski i miasteczka widać, że nie tworzono ich według jakiegoś jednego trafnego założenia. Brak w tym wszystkim spójności. To wcale nie oznacza, iż postuluję, że wszyscy powinni budować tak samo. Natomiast sytuacja, w której każdy buduje, jak mu w duszy gra... to nie jest dobre dla wyglądu przestrzeni wokół nas. Kiedy jesteśmy w krajach południowych, chociażby w Grecji, to zachwycamy się wyglądem tamtejszych osad. Wydają nam się piękne, chociaż ich wykonanie, często pozostawia sporo do życzenia. Jeśli przyjrzeć się naprawdę wnikliwie, to pojedyncze budynki wcale nie są piękne. Okazuje się nawet, że często jakość ich wykonania określić można jako kiepską. Natomiast to, że owa architektura jest zharmonizowana... że tworzy całość, sprawia, iż odbieramy ją bardzo pozytywnie. W Polsce panuje natomiast skrajny indywidualizm. Każdy chce być niezwykle oryginalny, a to po pewnym czasie rodzi odczucie bałaganu. Teoretycznie mają przeciwdziałać temu miejscowe plany zagospodarowania, ale często są one... mocno niedoskonałe. Mam nawet wrażenie, że część z nich jest tworzona metodą bezmyślnego przepisania innych tego rodzaju dokumentów. Często pochodzących z odległych regionów i nie bardzo przystających do nowej rzeczywistości oraz nowego terenu.

Jakich argumentów użyłby Pan, chcąc przekonać rozmówcę, że warto jest zamówić indywidualny projekt domu zamiast katalogowego?

Inwestor interesujący się projektami katalogowymi, to inwestor martwiący się o finanse. Chce zaoszczędzić za wszelką cenę i nawet nie zdaje sobie sprawy, że robi to w najgorszym możliwym momencie, czyli na starcie inwestycji. Z moich doświadczeń wynika natomiast, iż oszczędności lepiej jest szukać na etapie realizacji. Wracając do ludzi kupujących projekty z katalogu... Mówiąc szczerze, to jeszcze nie spotkałem inwestora, który zbudowałby dom dokładnie według projektu, który nabył. Na ogół jest tak, że wprowadzane są kolejne zmiany. A to powiększa się jakieś pomieszczenie, a to dobudowuje... Często okazuje się, że klient płacąc za kolejne zmiany w projekcie, wyda więcej, niż wydałby za projekt indywidualny uszyty na miarę.

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu

Skoro już ktoś zdecyduje się na projekt indywidualny, to jak powinien przygotować się do pierwszej rozmowy z architektem?

Zamiast przeglądać projekty w katalogach warto jest znaleźć dobrą architekturę w Internecie. Kilka projektów, które wpadną inwestorowi w oko może stanowić dobry punkt wyjścia do dalszych rozmów i planów. Całkiem niedawno przyszła do mnie para młodych ludzi, którzy obejrzeli w sieci dom, o którym rozmawiamy. Nie stać ich było na taki rozmach, ale czuli, że jest im po drodze ze mną jako projektantem. Później były długie rozmowy i tak narodził się bardzo udany projekt, a później budynek. Jest mniejszy, gdyż liczy około dwustu metrów kwadratowych, ale również jest świetnie wpisany w teren, ma dobre proporcje. Ten ostatni element był szczególnie ważny, gdyż działka, na której stoi dom jest niewielka. Dzięki właściwym proporcjom udało się doskonale osadzić budynek w terenie i wpasować go w otoczenie. Myślę, że młodzi inwestorzy wygrali decydując się na indywidualny projekt. Zapłacili trochę więcej, ale zagospodarowanie działki oraz jej funkcjonalność mocno na tym zyskały. Spełnione zostały również ich indywidualne potrzeby związane z inwestycją. Sądzę, że jeśli kiedyś postanowią zbudować drugi dom, to raczej nie sięgną po katalogi gotowych projektów.

Dziękuję za rozmowę

Zdjęcia z archiwum Jarosława Kołodziejczyka

Dom na wzgórzu czyli tajemnice płaskiego dachu
Jarosław Kołodziejczyk - ur. 19. 09. 1970 r. w Częstochowie, absolwent Wydział Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Dyplom 1997 r. Członek SARP. Od 1998 prowadzi własne biuro. W latach 1998 - 2000 związany z pracownią Pytel, Oset, Domagała, Kołodziejczyk Architekci w Częstochowie. Obecnie wraz z arch. Tomaszem Pęczkiem tworzy zespół projektowy zajmujący się głównie architekturą przemysłowo-usługową. Laureat kilkunastu nagród i wyróżnień. Stypendysta nagrody im. arch. Ewy Kazimirowskiej-Cieszyńskiej. Brał udział w kilku wystawach zbiorowych m.in. międzynarodowej - CZHUPLSK XXI: progresywna architektura zbudowana w krajach Grupy Vyszehradzkiej (Kraków, Praga, Budapeszt, Bratysława). Konkursy, nagrody i wyróżnienia: I nagroda w konkursie SARP na Cmentarz Komunalny w Częstochowie - 1997; I nagroda równorzędna w Międzynarodowym Biennale Architektury – Kraków 2000 „Piękno – etyka – ekologia”; I nagroda w konkursie SARP na Plac Jana Pawła II w Katowicach - 2001; I wyróżnienie w konkursie SARP na Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w Przemyślu – 2002; Nagroda Miss Klinkieru w konkursie pod patronatem Porozumienia „Piękny Dom z Cegły”; I nagroda w konkursie SARP o/Częstochowa Primulus 2003; I nagroda w konkursie pod patronatem Marszałka Województwa Śląskiego na „Najlepszą Przestrzeń Publiczną Województwa Śląskiego w 2002”; Grand Prix w konkursie pod patronatem Wojewody Śląskiego na „Najlepszy obiekt architektoniczny Województwa Śląskiego w 2002”; I nagroda – Młody Twórca Architektury 2002 Województwa Śląskiego; Wyróżnienie – w konkursie SARP Nagrody Roku 2002; Wyróżnienie – w konkursie pod patronatem Premiera Rządu RP za najlepszy obiekt architektoniczny wzniesiony ze środków publicznych; Wyróżnienie równorzędne – w siódmej edycji konkursu na najlepszą realizację architektoniczną z użyciem technologii żelbetowej; Nagroda im. arch. Ewy Kazimirowskiej-Cieszyńskiej – dla młodych architektów za wyróżniające osiągnięcia w dziedzinie projektowania przestrzeni otwartych – 2003 Stypendium; I nagroda w konkursie SARP o/Częstochowa Primulus 2009; Wyróżnienie równorzędne w konkursie SARP o/Cz-wa Primulus 2009.


źródło: obud.pl
autor: Marek Żelkowski

Artykuły podobne:

d